Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Jakie znaczenie może mieć prawda, kiedy wokoło tyle jest cierpienia i śmierci?" - J. Baggott "Nowy przywódca"



Autor: Julianna Baggott
Tytuł: Nowy przywódca
Oryginalny tytuł: Fuse
Seria: Świat po wybuchu
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 maja 2013
Ilość stron: 560

Świat po Wybuchu

Nowa ziemia | Nowy przywódca | Nowe jutro







Po wydarzeniach mających miejsce w "Nowej Ziemi" Partridge, Pressia i reszta pozostają nadal poza Kopułą. Przyjaciele podzielili się na dwie grupy: Pressia wraz z El Capitanem, Helmudem i Bradwellem oraz Partridge z Lydą. Ci drudzy pozostali pod opieką Matek. Chłopak poznał już zaskakującą prawdę - wie, kto zabił jego brata i matkę, a także odnalazł siostrę, o której istnieniu nie miał wcześniej pojęcia - Pressię. Dołączył do grupy dowodzonej przez El Capitana i planuje odbić Kopułę od ojca - tyrana od wewnątrz z pomocą innych buntowników. Jednak, by tego dokonać będzie musiał się do niej udać i stanąć twarzą w twarz z największym wrogiem. Co planuje stary Willux? Czy Partrigde'owi uda się przejąć władzę lub może stchórzy i będzie dalej grzecznym Czystym żyjącym z ojcem?

Tymczasem Pressia wraz z chłopakami także nie mają przed sobą łatwego zadania. Uzbrojeni w inteligentną Czarną Skrzynkę muszą wyruszyć w daleką podróż pełną niebezpieczeństw, aby odkryć pewien sekret. Skrzynka zabrana z domu Igershipa jest kluczem do poszukiwania formuły. Czy uda im się znaleźć ją przed czasem? A może przywódca Kopuły im przeszkodzi, zagarnie ostatni składnik potrzebnej formuły i powstrzyma swoją chorobę?

Tak właśnie zapowiada się drugi tom trylogii Świat po Wybuchu autorstwa Julianny Baggott. Czy sprostał moim oczekiwaniom? Czy był dobrą kontynuacją? Raczej nie. Zaraz wyjaśnię dlaczego. 

"Fala może zwalić z nóg pojedynczą osobę i zmieść ją do morza. Ale jeśli staniemy razem, zdołamy stawić jej czoło i wyda nam się jedynie drobną zmarszczką na wodzie."

Pod względem konstrukcji "Nowy przywódca" pozostaje wierny pierwszej części. Mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, trzecioosobowym. Rozdziały są opowiadane z punktu widzenia Pressi, Partirdge'a, Lydy oraz El Capitana. Taki zabieg pozwala nam się bliżej przyjrzeć relacjom między bohaterami, ich uczuciom, wspomnieniom oraz przeżyciom. To właśnie emocje i relacje są głównymi tematami tego tomu. Walka o formułę, czy wydarzenia pomiędzy Partrigdem a Willuksem schodzą na drugi plan. 

Tak jak wspomniałam, mamy tu bardziej do czynienia z emocjami. Oczywiście, są też rozdziały, w których dzieję się ta właściwa akcja, jednak przez większość czasu dane mi było obserwować usychanie z tęsknoty Partrigde'a do Lydy czy powolne uświadamianie sobie miłości El Capitana do ... (nie zdradzę, bo byłby to za duży spoiler ;) ). Nie lubię takich rozwiązań. Gdybym miała zamiar sięgnąć po coś, gdzie główną rolę grają emocje czy przeżycia i rozmyślania, wybrałabym raczej jakąś obyczajówkę czy romansidło. A po "Nowego Przywódcę" sięgnęłam raczej ze względu zapowiadających się ciekawych wydarzeń oraz poznania niebezpiecznego świata po Wybuchu. Już tu byłam zawiedziona - akcja leżała i błagała, by jej nie dobijać. 

Język jak i styl pani Baggott pozostał niezmieniony. Opis są nadal brutalne, niekiedy pełne lejącej się krwi, zaskakują swoją prawdziwością. Tutaj należą się jej brawa. Wykreowany przez nią świat jest przerażająco prawdziwy.  Pisarka zręcznie "przeskakuje" od jednego bohatera do drugiego w poszczególnych rozdziałach. Dzięki temu możemy poznać bliżej całą grupkę i przyjrzeć się wyjątkowości niektórych postaci.

" - Tuż po Wybuchu pojawiły się inne rodzaje owadów.
- Jakie?
- Grubsze i większe od robaczków świętojańskich; przypominały raczej jarzące się błękitne motyle. Błyskały, a potem nagle znikały. Były piękne. Kiedy opuściłem dom ciotki i wuja, widziałem wszędzie konających ludzi, ale niektórzy spośród tych zdolnych jeszcze chodzić próbowali łapać te fosforyzujące żyjątka. Wyglądały jak płomyki - małe, śmigające szybko płomyki. Ja też już prawie za nimi pogoniłem, gdyż przypominały mi ojca i tamte nieskoszone łąki, ale jakaś kobieta chwyciła mnie za ramię i ostrzegła: Nie idź za nimi. Przyciąga je śmierć. Wołała te ostrzeżenia także do innych ludzi, lecz jej nie słuchali.
(...)
 - Rozumiem, dlaczego ludzie nie słuchali tamtej kobiety ostrzegającej ich przed błękitnymi motylami - oświadczyła Pressia.
 - Dlaczego?
 - Wiem, dlaczego próbowali je złapać. Pragnęli schwytać coś i zatrzymać dla siebie. Tęsknili do piękna. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Pragnęli wierzyć, że z całej tej grozy może znów powstać coś pięknego - i chcieli trzymać to w dłoniach."



Jeśli chodzi o postacie, cały czas mamy do czynienia z tymi starymi, znanymi nam z "Nowej Ziemi". Nie zmieniają się oni zbytnio, chociaż muszę stwierdzić, że zauważyłam pewną dojrzałość w poczynaniach Partirgde'a i El Capitana. Cała reszta jest dokładnie taka sama - takie samo zachowanie, popełniane błędy itd. Bohaterowie tej książki (oprócz El Capitana ;) ) byli mi kompletnie obojętni, a niech sobie giną - szczególnie nudna i bezwartościowa Lyda, która jakimś dziwnym trafem bardzo szybko zaaklimatyzowała się w obecnej sytuacji - nie obejdzie mnie to kompletnie. Nadal nie mogę się też przekonać do Bradwella, sama nie wiem czemu. Wątek jego i Pressi wydaje się taki naciągany. 

" - Kiedy pierwszy raz cię spotkałem, pomyślałem, że jesteśmy dla siebie stworzeni, mimo iż wydawaliśmy się po pewnymi względami krańcowo odmienni i kłóciliśmy się. Ale teraz...
 - Co?

 - Teraz czuję, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni, lecz tworzymy siebie nawzajem - takich, jacy powinniśmy się stać."

A jak już jesteśmy przy Bradwellu, po prostu muszę wspomnieć o zakończeniu. Było ono zaskakujące, tyle, że odniosłam wrażenie, jakoby autorka sama pogubiła się już w wydarzeniach. Ostatnie 50 stron to po prostu pomieszanie z poplątaniem. Jest ono dość otwarte, pozostawia w czytelniku niedosyt. Może właśnie to było zamierzeniem autorki? Może mamy po prostu wyczekiwać z utęsknieniem trzeciego tomu?

Sama okładka też wymaga choć wspomnienia. Bardzo dobrze komponuje się z "Nową Ziemią", jest wykonana w podobnym stylu. Także elementy widniejące na niej pasują do siebie i odzwierciedlają treść. Użyte barwy przyciągają wzrok już z daleka. Uwierzcie, na żywo całość prezentuje się lepiej niż tutaj. 



Sama nie wiem, jak mogłabym uczciwie ocenić drugi tom Świata po Wybuchu. Z pewnością nie spełnił moich oczekiwań, jednak nie było aż tak źle. Uratowali to bohaterowie i opisy. Tylko dzięki nim wszystko trzyma się jakoś. Tak już bywa, że kontynuacje prawie zawsze są gorsze od poprzedniczek. "Nowa Ziemia" mnie zachwyciła, była piękną powieścią o przetrwaniu - posiadała to "coś", jednak "Nowy przywódca" gdzieś tak w drodze z umysłu autorki na papier stracił to. Wielka szkoda, bo potencjał miał ogromny. Mam tylko nadzieję, że Julianna Baggott jakoś rozwiąże ten problem i będę mogła wychwalać pod niebiosa "Nowe Jutro". 


Moja ocena: 6.5/10 (za przebywającego w Kopule Partirdge'a i mojego ukochanego El Capitana)


Za możliwość poznania kolejnej części historii Partidge'a i Pressi dziękuję serdecznie wydawnictwu Egmont! :)




niedziela, 18 sierpnia 2013

"Wszystko zostało już zniszczone - starte z powierzchni ziemi lub strawione przez ogień - i pozostały tylko -ciemne kałuże po czarnych deszczach" - J.Baggott "Nowa Ziemia"





Autor: Julianna Baggott
Tytuł: Nowa Ziemia
Oryginalny tytuł: Pure
Seria: Świat po wybuchu
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 9 maja 2012
Ilość stron: 472

Świat po Wybuchu

Nowa ziemia | Nowy przywódca | Nowe jutro



Świat po wojnie nuklearnej. Nic nie jest już takie jak przedtem. Ziemia, którą znamy - kina, parki, domy, miasta, państwa - nie istnieje. Wszystko zostało zniszczone, ocalała zaledwie garstka ludzi na zewnątrz oraz ci, którym udało się znaleźć na czas w bezpiecznej Kopule. Jeśli tych będących na zewnątrz w ogóle można nazwać ludźmi. Władzę przejęła Organizacja Przenajświętszej Rewolucji, panuje chaos, przerażenie i bezprawie. Trzeba walczyć o każdy kęs jedzenia, cieszyć się wspomnieniami zachowanymi sprzed Wybuchu, próbować przeżyć.

"Nasi bracia i siostry, wiemy, że tu jesteście. Pewnego dnia wyjdziemy z Kopuły i przyłączymy się do Was w pokoju. A na razie przyglądamy się Wam życzliwie z oddali".

W tym ponurym świecie żyje już prawie 16-letnia Pressia Belze wraz z dziadkiem i resztą ludzi na Gruzowisku. Przez liczne wybuchy zginęły miliony osób, a ci, którym udało się przeżyć zostali przemienieni w dziwaczne mutanty. Sama Pressia ma wtopioną w rękę głowę lalki. Musi dbać o siebie i dziadka, próbować przetrwać. Z uwagi na zbliżające się wielkimi krokami szesnaste urodziny będzie musiała ukryć się przed OPR, gdyż ta zatrzymuje wszystkie osoby, które ukończyły ten wiek, by je zwerbować do służby. Młodej Belze ani się to śni. 

Tymczasem w Kopule - istnym raju, do którego dostali się nieliczni, żyje sobie 18-letni Partridge. Jest synem Ellery'ego Willuksa - głównego dowodzącego w Kopule, choć dla Partrigde'a jest raczej tyranem niż ojcem. Chociaż nie walczy z mutantami czy nie musi obawiać się, co nastąpi jutro, jego życie wcale nie jest usłane różami. Chłopak już od jakiegoś czasu poszukuje swojej matki, która ponoć zginęła podczas Wybuchu - jak próbuje wmówić mu ojciec. Jednak Partrigde nie daje za wygraną, postanawia uciec i samodzielnie odkryć prawdę. 

Dwa różne światy, tak odmienne od siebie. Jednak łączy je ucieczka obojga bohaterów. Czy uda im się osiągnąć cel mimo czyhających niebezpieczeństw?

"Jednak wtedy, na początku, te skrawki papieru wydawały się nam drogocenne jak banknoty. Nasza nadzieja nie przetrwała długo. Zbyt wiele przecierpieliśmy."

Ostatnio wszędzie pełno książek o tematyce apokaliptycznej. Tu obcy, tam wojny, kataklizmy. Czy Juliannie Baggott udało się przebić przez stereotypowe książki z tej półki i zaistnieć? Czy poszła w pewnym sensie na łatwiznę? Chyba tak. Stworzyła i ukazała nam świat po wojnie nuklearnej, która wcale nie jest aż tak mało prawdopodobna jak nam się wydaje. Wywiązała się z tego zadania dobrze.

Akcja w tym dziele pozostawia nieco do życzenia. W sumie całość można by opowiedzieć w kilku zdaniach. Miejscami była ona wolna i przewidywalna, innym razem znowu pędziła jak szalona i nie mogłam doczekać się kolejnej strony. Jednak przez większość czasu zamiast wartkiej akcji otrzymujemy wiele opisów. Sama nie wiem, czy jest to dobre rozwiązanie.

„A teraz, kiedy znalazłem się tutaj, pojmuję, że to brzydota czyni piękne rzeczy pięknymi.”

Większość z nich była realistyczna, więc mogłam do woli przechadzać się z Partridgem po Kopule lub wraz z Pressią po Gruzowisku. Nie tylko sam świat wymaga tu wspomnienia, ale także liczne mutanty zamieszkujące go. Opisy tak działają na wyobraźnię czytelnika, że ten bez trudu może sobie wyobrazić liczne Grupony (ludzi złączonych ze sobą), Pyły (stworzenia stopione ze światem przyrody, czyli drzewami lub ziemią), Bestie (ludzi połączonych ze zwierzętami, którzy utracili swoje człowieczeństwo) i inne stworzenia napawające wręcz przerażeniem swoją realnością.

Bohaterowie tej powieści są bardzo wyraziści, czasem nużą lub wręcz przerażają swoją głupotą, lecz da się ich polubić. Narracja nie jest prowadzona z punktu widzenia Pressi czy Partridge'a. Występuje tu narrator wszechwiedzący, który opisuje nam przeżycia głównych bohaterów oraz tych bardziej drugoplanowych, czyli El Capitana i Lydy. Zwłaszcza przekonał mnie do siebie El Capitan. Jest on postacią intrygującą, brutalną i surową, z początku dość negatywną, lecz później przechodzi małą przemianę i stara się być miły dla ludzi. Nie mogę się doczekać spotkania z nim w kolejnym tomie, który już zaczęłam. Każdy z bohaterów ma własną historię i niepowtarzalny charakter, jednak porównując ich do postaci z innych książek, nie wyróżniają się specjalnie. Co mi się spodobało, prawie każdy musiał coś poświęcić dla sprawy. Nie obyło się bez brutalnych, smutnych czy radosnych scen.

"Jestem tutaj, pomyślała Pressia. Przeżywam następną chwilę, a potem kolejną. Ale kim była? Pressią Belze? Emi Imanaką? Czy jest czyjąś wnuczką lub córką? Sierotą, nieślubnym dzieckiem, dziewczyną z głową lalki zamiast dłoni, żołnierzem?"

Czytając opis, możemy się zacząć zastanawiać nad możliwym wątkiem miłosnym. Na szczęście pani Baggott oszczędziła nam go, choć możemy czuć się zaskoczeni rodzajem uczucia łączącego Partrigde'a i Pressię. Nie umiałam przekonać się do stopniowo wytwarzających się par. Nie zdobyły mojej sympatii i nic szczególnego nie znaczą ani dla mnie, ani dla całości. Po prostu gdzieś tam w tle są wątki miłosne, co w sumie mi odpowiada.
„- Miałeś trzymać się nas wyłącznie z własnej korzyści, ze swoich egoistycznych powodów - rzekła. - Mówiłeś, że masz taki powód. - Bo mam. - Jaki? - Ty jesteś moim egoistycznym powodem."

Nie jeden raz zostałam zaskoczona i nie raz też odkładałam ją, by przetrawić najnowsze wydarzenia.
Ta pozycja jest obowiązkowa do przeczytania dla moli książkowych lubujących się w apokalipsach. Jest w niej miejsce na miłość, przyjaźń, nienawiść, tajemnicę, apokalipsę, śmierć i wiele innych. Dla tego zwyczajnego człowieka mającego zetknąć się z nią, nie mającego jeszcze upodobań też jest dobra, jako wprowadzenie do gatunku. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Przyszły czytelniku, przygotuj się na silną dawkę emocji!

Moja ocena: 8.5/10


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Egmont, za co serdecznie  dziękuję!


poniedziałek, 22 lipca 2013

"Gdzieś tam czai się zjawa..." - K.Blake "Anna we krwi"








Autor: Kendare Blake
Tytuł: Anna we krwi
Tytuł oryginalny: Anna dressed in blood
Seria: Anna tom 1
Data wydania: 12 kwietnia 2012
Liczba stron: 320


Anna we krwi

Anna we krwi | Girl of nightmares







Cas Lowood odziedziczył po ojcu niezwykły zawód: zabija umarłych.

Ojciec chłopaka został w makabryczny sposób zamordowany przez ducha, którego sam miał uśmiercić. Teraz, uzbrojony w sztylet athame, Cas podróżuje po całym kraju ze swoją matką-czarownicą i potrafiącym wyczuć obecność zjaw kotem. Razem śledzą wątki lokalnych legend, próbując wyplenić co bardziej niebezpieczne upiory ze świata.

Gdy przybywają do kolejnego miasta w poszukiwaniu ducha nazywanego przez mieszkańców Anną we Krwi, Cas nie spodziewa się niczego odbiegającego od normy: chce zjawę wyśledzić, zdybać, zabić. Zamiast tego spotyka obłożoną klątwą dziewczynę, istotę z jaką nigdy przedtem się jeszcze nie mierzył.

,,-Co cię tak bawi?
(...)
-Życie, po prostu - odpowiadam. - I śmierć.''

Brzmi ciekawie, prawda? Mamy łowcę duchów z kolejnym zleceniem i mrożącą krew w żyłach zjawę. Zapowiada się ciekawy thriller skierowany do młodzieży. A co otrzymujemy?

Według mnie w miarę ciekawą fabułę. Przez całą książkę próbujemy wraz z Cassem wytropić i poskromić Annę Korlov, tytułową Annę we krwi. Miałam nadzieję, że ta powieść będzie pełna tajemnic, może nawet straszna. Jednak jest to zwyczajna młodzieżówka, napisana prostym językiem, z płynącą spokojnie akcją. Przyznaję, momentami zaskakującą, ale przez większość czasu przewidywalną.

Podobał mi się sam w sobie pomysł na powieść- jeszcze nie miałam okazji czytać o duchach. Od początku wyczekiwałam pojawienia się Anny. Kiedy już się zjawiła, oczekiwałam ciarek przechodzących po plecach. Najpierw była mroczną istotą, rozrywającą ludzi na strzępy, przerażającą dla młodego Casa, ale z czasem czytelnik przyzwyczaja się do niej i jej przewidywalnych ruchów. Wydaje się zwykłą żywą osobą, niczym nie wyróżniającą się w tłumie. Szkoda, że autorka pozostawiła w niej tę ludzką część, a mianowicie uczucia. Powieść na pewno na tym ucierpiała. To takie stereotypowe. Wróg staje się sprzymierzeńcem, a potem nawet kimś więcej. TYPOWY PARANORMAL.

Plusem mogą być także bohaterowie, ogółem. Zostali wykreowani na całkiem realnych i można ich polubić. Szczególnie ich humor jest zauważalny, co działa na ich korzyść. Najciekawszą postacią wydaje mi się oczywiście Anna. Biedna przeklęta Anna Korlov, która morduje śmiertelników zapuszczających się do jej domu. A najnudniejszą i chyba niepotrzebną bohaterką jest Carmel. Nie rozumiem, po co została wplątana w całą intrygę.

„Mag obeah rzucił na mnie klątwę obeah? Na tej samej zasadzie, na jakiej smerfy smerfują?”

Na minus... na pewno objętość w stosunku do ceny jaką płacimy. Powinnam się już przyzwyczaić do tego, że cieniutka książeczka (ok 250-300 str) może kosztować 30, a nawet 35zł. Gdyby ta książka była tego warta tylko. Już od dość dawna nie kupuję takich, "Annę" miałam z wymiany, i cieszę się, bo zmarnowałabym tylko pieniądze.

Opisy. Oczekiwałam makabrycznych opisów śmierci ludzi, śmierci samej Anny, a były tylko puste słowa. Niby można było się miejscami lekko zlęknąć, np podczas spotkania Casa z trupami w piwnicy. Ludzie ginęli prawie cały czas, a na mnie nie robiło to żadnego wrażenia. Po prostu w pewnym momencie postać jest i sobie żyje, nagle umiera i tyle. Nikt się nie przejmuje, nikt nie rozpacza, więc czemu ja bym miała?

„Jesteś moim zbawieniem. Sposobem na pokutę. Dzięki tobie będę mogła odkupić wszystkie moje winy.”

Swoją drogą, nie podoba mi się, że wydawca kupuje prawa do pierwszej części jakiejś serii, a później ją zostawia. Czytelnicy nie mogą poznać dalszych losów bohaterów. Regularnie przeglądam ask portalu paranormalbooks.pl i chyba nie ma dnia, w którym ktoś by nie spytał o kontynuację "Anny" czy "Żelaznego dworu". Niestety, nie doczekamy się jej, choć sama chętnie poznałabym dalsze losy łowcy duchów i zjawy.

Podsumowując polecam tą książkę miłośnikom gatunku paranormal romance. Nie jest ona wymagającą lekturą, taką akurat na wakacje. Czyta się szybko, więc przynajmniej byłoby zajęcie na jeden dzień. Przeciętna książka z przeciętnymi bohaterami. Nie ma najgorzej, jest okej, ale mogłoby być znacznie lepiej.

Moja ocena: 6,5/10

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"To jest opowieść o chłopaku, który kiedyś był wilkiem, i o dziewczynie, która (...)" - M. Stiefvater "Niepokój"






Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Niepokój
Oryginalny tytuł: Linger
Seria: Wilkołaki z Mercy Falls tom 2
Data wydania: październik 2011
Ilość stron: 432


Wilkołaki z Mercy Falls

Drżenie | Niepokój | Ukojenie




„Niepokój” to drugi tom niezwykłej trylogii stworzonej przez młodą amerykańską pisarkę a opowiadającej historię o wilkach z małego miasteczka Mercy Falls. Powieść początkująca tą serię, „Drżenie” odniosła ogromny sukces stając się bestsellerem wśród literatury młodzieżowej nie tylko na świecie, ale również i w Polsce. Mieliśmy okazję zagłębiać się w tą opowieść dzięki Wydawnictwu Wilga, które postanowiło kontynuować najciekawszą powieść o wilkołakach dla młodych czytelników.

To pierwsza zima dla Sama, w trakcie której nie przemienia się w wilka. Odkąd jego ukochana dziewczyna Grace wyleczyła go z wilkołaczego genu są szczęśliwą ludzką parą. Jednakże dziewczyna zaczyna się źle czuć, a jej wysokie temperatury i boleści martwią przede wszystkim Sama. Młodzi zakochani spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, także nocami, które spędzają w jednym łóżku w tajemnicy przed rodzicami. Niestety, Ci, jak na złość postanowili wyjątkowo zainteresować się swoją córką co doprowadza do ostrej wymiany zdań i w konsekwencji zakazu spotykania z Samem. Na domiar złego w mieście pojawia się nowy wilk, którym jest znany i rozpoznawany wokalista jednego z zespołów, który nie marzy o niczym innym jak ostatecznie stać się wilkiem i nigdy nie powracać do ludzkiej postaci.

„Było mi zimno, w ręku trzymałem śnieg, a jednak nadal byłem człowiekiem.
Przyszłość rozciągała się przede mną, pełna niepewności i nieskończona, i moja – jak nigdy wcześniej. Nagle ogarnęła mnie euforia i uśmiechnąłem się szeroko na myśl o tej kosmicznej loterii, którą wreszcie wygrałem. Zaryzykowałem wszystkim i zdobyłem wszystko, i oto byłem tutaj, poza światem i w samym jego centrum.”

Akcja jest szybsza niż w poprzedniej części i jest w niej kilka niespodziewanych zwrotów, które powodują, że czytelnik nie może już być niczego pewny. Fabuła jest skonstruowana w doskonały sposób, a autorka nadal trzyma się swojej koncepcji, że wątki poboczne mogą być równie ważne i interesujące jak ten główny. Bowiem wszystkie te wątki mają bardzo ważny wpływ dalszy rozwój fabuły. Trzeba również zauważyć, że Pani Stiefvater porusza w swojej powieści także ważne kwestie np. nieodpowiedzialne rodzicielstwo. W części pierwszej trylogii o wilkołakach, ten problem był tylko lekko zaznaczony, dopiero w tej części autorka stara się przedstawić wszystkie skutki tego problemu.

Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Bardzo spodobał mi się Cole za swój ciekawy charakter, a także Isabel, która tym razem odgrywa większą rolę w powieści. Zabrakło mi jednak trochę Grace i Sama. Tym razem to nie oni stają w głównym świetle. W pierwszej części bardzo przypadli mi do gustu, a teraz trochę mi ich zabrakło.

,,Nie wiedziałam, że istnieje tyle różnych sposobów na to, żeby powiedzieć żegnaj …”

Narracja tej części jest podobna do pierwszej, bo w obu przypadkach mamy do czynienia z wieloma punktami widzenia, mam tu na myśli perspektywami pierwszoosobowymi wielu postaci, chociaż do Grace i Sama, narratorów pierwszej części, dołączyli Cole i Isabel. Osobiście uważam, że autorka bardzo dobrze zrobiła zapoznając nas z ich przemyśleniami, bo, po pierwsze, jakbym cały czas słuchała, niekiedy monotonnego, nudnego i żałosnego Sama i chwilami niewiele lepszej Grace to książka wypadłaby o wiele gorzej,a po drugie, oni też są głównymi bohaterami, więc coś tamtego zdecydowanie pomogło nam się z nimi bardziej zżyć.

 
W każdym bądź razie bardzo podoba mi się styl pisania autorki – jest prosty i przyjemny, idealny dla młodzieży. Sprawia on, że książkę czyta się bardzo szybko, a poza tym wszystko jest na swój sposób wciągające. Mimo tego, że zdarzały się momenty, które mnie nieco nużyły (raz nawet przysnęłam), to całość posiada jakiś urok i magię, które wciągają nas do Mercy Falls i każą zżyć się z bohaterami. Właśnie dlatego chcemy czytać dalej – czujemy się częścią tej opowieści.

Przyznam się szczerze, że okładka książki zachwyciła mnie. Należy się za nią plus, pokazane na niej jest wszystko co przeplata się w książce. Mamy wilka, mamy żurawia złożonego z papieru. Zapewne przez Sama. Gdy otworzyłam książkę w oczy rzuciły mi się od razu duże litery. Za co bardzo jestem wdzięczna, bo nie lubię śledzić małego druczku. Spodobał mi się pomysł autorki rozdzielenia narracji na kilka osób. Przez to wiemy jak cię czują bohaterowie, o czym myślą, co w danej chwili robią. Niestety zauważyłam chyba w jednym, czy w kilku zdaniach brak kropki. Nie wiem dlaczego rzuciło mi się to w oczy, bo zazwyczaj nie za bardzo zwracam na to uwagi. Być może dlatego, że to było bardzo widoczne.

Książkę polecam wszystkim tym, którzy czytali pierwszą cześć ,,Drżenia” oraz miłośnikom wilków. Ta książka przeniesie Was w niezwykły świat, w którym będziecie oczekiwać kolejnych części losów Grace. Podsumowując, „Niepokój” to piękna opowieść o losach dziewczyny i wilkołaka, która przypadnie do gustu zarówno młodszym jak i starszym czytelnikom. Kto jeszcze nie miał okazji jej przeczytać, niech jak najprędzej to zrobi!

"Nie pozwolę, żeby to było pożegnanie. Złożyłem tysiąc papierowych żurawi ze wspomnień o nas i wypowiedziałem życzenie."


Moja ocena: 8.5/10

wtorek, 14 maja 2013

"Prawda stanie się legendą" - M.Lu "Legenda.Rebeliant"





Autor: Marie Lu
Tytuł: Rebeliant
Tytuł oryginalny: Legend
Seria: Legenda tom 1
Data wydania: 15 październik 2012
Liczba stron: 304
Ocena: 8/10

Legenda

Rebeliant | Wybraniec | Patriota





Kontynent Ameryki Północnej nawiedzają kolejne potężne huragany, podczas gdy woda zabiera coraz więcej. O pozostałe skrawki lądu toczy się zaciekła walka między Wschodem a Zachodem, Koloniami a Republiką. Tylko wąski pas ziemi, ciągnący się od Dakoty do zachodniego Teksasu, rozdziela oba państwa.
Przywodząca na myśl bratobójczą wojnę secesyjną, historia zatacza koło aby powtórzy się raz jeszcze w futurystycznej przyszłości.
Nie można wyciągnąć wniosków z mądrości pokoleń ani z ich losów, gdyż historia została zapomniana, a może i celowo zatuszowana.

Day
Nieuchwytny przestępca Republiki, nieznany z rysopisu. Odrzucony podczas "Próby" i niesłusznie skazany. Mieszkający w slumsach wraz z rodziną, dla której gotów jest zrobić wszystko.

June
Cudowne dziecko z najwyższym wynikiem, jaki uzyskano w "Próbie" w historii, najlepsza i najmłodsza kadetka. Pochodząca z elitarnej i bogatej rodziny, wychowywana na przyszłą gwiazdę najwyższych kręgów Republiki.

Zbieg okoliczności sprawia, iż ich drogi krzyżują się.

Jak się potoczą losy cudownego dziecka Republiki, mającego przed sobą wspaniałą karierę wojskową i biednego chłopaka, który pragnie uratować rodzinę? Czym zakończy się ich spotkanie?
Zapowiada się niezwykle ciekawe starcie.


"-Ciekaw jestem, jakby wszystko się poukładało, gdybym to ja urodził się w twoim świecie, a ty w moim. Czy bylibyśmy wówczas tacy sami jak teraz? Czy byłbym jednym z najlepszych żołnierzy Republiki? Czy ty byłabyś słynnym przestępcą?"


Narracja w "Rebeliancie" została przedstawiona bardzo ciekawie. Zamiast tytułu kolejnego rozdziału było napisane imię bohatera, który przejmie narrację - June lub Day. Na okładce widnieje godło Republiki - państwa, gdzie dzieci szkolone są na wojskowych przez wzgląd na nieustającą wojnę z Koloniami, gdzie najlepszą karierą jest oczywiście ta wojskowa, a uniwersytety to miejsca, gdzie młodzi ludzie uczą się używać karabinów czy wspinać na kilkunastopiętrowe budynki.

Fabuła została dobrze skonstruowana i stopniowo wciąga czytelnika w zawiły świat powieści pełen kłamstw i tajemnic Republiki. Od samego początku do ostatniego zdania czuć napięcie, które stworzyła autorka. Podczas czytania, akcja cały czas idzie naprzód. Ja, chcąc wiedzieć co będzie dalej, czytałam do upadłego. Książka strasznie wciąga. Dodatkowo Marie Lu ma lekki i przyjemny w czytaniu styl. Nie razi słownictwem, używa interesujących i nie banalnych, ale po prostu prostych zwrotów. Myślę, że każdego powinna zadowolić. Książka posiada wszystko to co powinien mieć dobry bestseller. Bohaterzy są genialni, fabuła oryginalna, a opisy nie nużą i są zastosowane w odpowiednich momentach oraz konieczności. Ostatni rozdział zostawił mnie w niepewności oraz chęci przeczytania następnej części.

"Rebeliant" nie nudzi. Przez całą lekturę podążałam za losami June i Day'a jak cień i niecierpliwie czekałam na rozwiązanie wszystkich wątków. Sam motyw, na którym opiera się powieść jest dobrze znany w literaturze, ale co ciekawe przedstawiony przez Marie Lu nie nudzi się. Mam ochotę poznać dalszą część historii, której premiera zaplanowana jest na wiosnę 2013.
June i Day. Autorka zestawiła oba ich światy – świat elit, bogactwa i dostatków, oddania prześwietnej Republice, oraz świat biedoty i utrapień systemu, który dziesiątkują epidemie, który jest od samego początku kontrolowany i podporządkowywany Republice. W którymś jednak momencie te dwa światy się ścierają…

"Każdy dzień oznacza nowe dwadzieścia cztery godziny. Z każdym kolejnym dniem wszystko na nowo staje się możliwe. Obojętnie czy żyjesz, czy giniesz, możesz mieć tylko jeden dzień naraz."

Moja ocena: 8.5/10

czwartek, 25 kwietnia 2013

"Odwaga to wybór, którego dokonujemy" - J.Marsden "W pułapce nocy"





Autor: John Marsden
Tytuł: W pułapce nocy
Oryginalny tytuł: The death of the night

Seria: Jutro
Data wydania: czerwiec 2011
Ilość stron: 272


Jutro
Jutro, kiedy zaczęła się wojna | W pułapce nocy | W objęciach chłodu  | Przyjaciele mroku | Gorączka | Cienie | Po drugiej stronie świtu 








Pomyślcie sobie, że zostawiacie rodzinę i jedziecie z przyjaciółmi na wakacje. Wracacie i okazuje się, że nikogo nie ma. Cisza… Chcąc dowiedzieć się prawdy wyruszacie na poszukiwania swoich bliskich. Pragniecie odkryć co tak naprawdę stało się w rodzinnym miasteczku. Okazuje się, że wybuchła wojna. W każdej chwili możecie umrzeć. Jak poradzicie sobie w takim świecie?


Ellie wraz z piątką przyjaciół wciąż nie mają wiadomości o Corrie i Kevinie. Odkąd ta dwójka musiała jechać do szpitala załamani mieszkańcy Piekła spędzają monotonne i nudne dni bezczynnie. Wysadzając w powietrze ważny dla wroga most zrobili coś, czego nie dokonaliby zwykli nastolatkowie. Mimo tego niesamowitego czynu oni wciąż czują się tylko młodymi ludźmi, którzy stracili swoje miejsce na Ziemi i zrobią wszystko aby je odzyskać. Nie uważają się za bohaterów. Chcą tylko pomóc swojemu kraju i wyrwać się z niewoli intruza. Jednak to nie jest łatwe.
W końcu grupce przyjaciół udaje się uzyskać informacje o stanie Corrie. Dziewczyna jest w szpitalu i wciąż przebywa w stanie śpiączki. Natomiast Kevin został porwany i jest przetrzymywany na terenie wystawowym. Wszystko jest nie tak jak być powinno! Spikerzy w amerykańskich stacjach radiowych przekazują straszne informację mówiąc, że na terenie Australii zostaną osiedleni obcy ludzie, z obcego kraju.
Świat zaczyna się oswajać z sytuacją panującą w napadniętym państwie i żyć własnym życiem. Ludzie tracą nadzieje na ucieczkę spod czujnych oczu wrogiej armii. To nie jest ten sam świat, to nie jest ich dom.
Kto by pomyślał, że błysk światła, poświata bijąca od zapalonej lampki może dać tak wiele nadziei. Jednakże gdy podchodząc do okna Ellie zauważa kto mieszka w domach należących do jej sąsiadów, przepełnia ją odraza. Złość, oburzenie i... smutek. Jedno tylko pytanie nasuwa się na myśl. Dlaczego?
Co więcej wojny nie widać końca, a bohaterowie wciąż nie wiedzą co przyniesie im jutro.

Życie bohaterów nie jest usłane różami. Odkąd ich kraj najechały wrogie wojska, a ich rodziny zostały zamknięte na terenie wystawowym, muszą się cały czas ukrywać, żeby ich nie spotkał ten sam los, a co gorsza sprawili oni najeźdźcom mnóstwo kłopotu, przez co zostaliby zapewne rozstrzelani w tym miejscu, w którym zostaliby znalezieni. Utracili dwoje towarzyszy, a po spisanych wspomnieniach Ellie panuje między nimi poważny dystans, mimo to mają tylko i aż siebie nawzajem. I właśnie od tego momentu zaczyna się książka. Jednak po pewnym czasie mają dość bezczynności i ruszają, żeby sprawdzić, co jest po drugiej stronie gór. I wtedy natrafiają na dorosłych, co z jednej strony ich cieszy, ponieważ nie będą musieli już podejmować sami żadnych decyzji, ale z drugiej okazuje się, kto jest prawdziwym bohaterem - oni, czy Bohaterowie Harveya.


Bardzo spodobały mi się kontrasty przedstawione przez autora, chociażby ten wspomniany wyżej. Dla niektórych wojna to straszna rzeczywistość, dla innych to coś na kształt zabawy i ugłaskania swojego ego. W tej części dowiadujemy się także, jak naprawdę wygląda życie na terenie wystawowym. Jest o wiele bardziej tragicznie i smutno niż w pierwszej części, wszystko robi się bardziej skomplikowane. Oni wciąż walczą, poznają siebie coraz lepiej, swoje lęki, siłę i to, do czego są zdolni. Pokazują też, że wojna nie sprawia, że ludzie są pozbawieni dobrych uczuć. Korzystają z każdej pomocy, co czasem ratuje im życie. I mimo że z każdą stroną w książce zmierzamy do nieuchronnego zakończenia, nie ma poczucia, że to się skończy. Seria ta pokazuje jak wielkie znaczenie ma siła woli. Za każdym razem jestem tam z nimi. I boję się dotrzeć do zakończenia każdego z tomów.


Po "Jutro 2" sięgnęłam z nadzieją na poprawę swojej opinii o tej serii jak i o jej autorze. W internecie aż huczy od pochwał na temat całej serii jak i tej pojedynczej części, postanowiłam więc, że sprawdzę czy są one prawdziwe. Nie będę przeczyć, że książkę pochłonęłam szybko, że momentami czytało się ją przyjemnie, ale... No właśnie. John Marsden przedstawia swoim czytelnikom dalsze losy grupki przyjaciół, nastolatków pochodzących z Australii, przeciwstawiających się najazdom wroga. Przybliża realia wojny, która jako taka nie jest aż tak realna. Szczerze, to nie chciało mi się w nią wierzyć od samego początku. I ten brak wsparcia ze strony całego świata. Może jest to możliwe, ale żeby w tych czasach i Unia, i USA pozostały obojętne?! Nie jesteśmy jakąś potęgą - Australia też nią nie była. Dowiedzenie się, tak jak główna bohaterka, że świat po prostu pogodził się z inwazją i pozostał obojętny, musiało stać się dla niej motywacją. Motywacją do dążenia do przeszkadzania wrogim oddziałom, do pokazania, że Australii wciąż chce się walczyć, że mieszkańcy tak kochający tę ziemię, nie oddadzą jej bez walki. Młodzi ludzie ponownie próbują sobie radzić ze strachem, samotnością,śmiercią oraz silnymi emocjami towarzyszącymi im na każdym kroku. Próbują, co nie znaczy że zawsze sobie z nimi radzą. Po utracie dwójki przyjaciół - Corrie i Kevina, pozostaje im już tylko nadzieja, że kiedyś jeszcze ich zobaczą, ale mimo to nie poddają się. W końcu spotykają chłopaka na jakiejś farmie, pracującego i dowiadują się, co się dzieje też z Corrie. Postanawiają, że odbiją oboje. Wystarczy jeden błąd, a wszyscy zginą.

„(…) zdałem sobie sprawę, o co chodzi z tą całą odwagą. Ona jest w naszych głowach. Nie rodzimy się z nią, nie uczymy się jej w szkole, nie czerpiemy jej z książek. To sposób myślenia, i tyle. To coś, w czym ćwiczymy umysł. (…) Odwaga to wybór, którego dokonujemy.”

Autor nie szczędzi czytelnikowi brutalnych, wręcz czasem makabrycznych opisów wydarzeń, działających na wyobraźnię, które wywołują momentami przerażenie. Książka w pewnym stopniu różni się od swojej poprzedniczki. Czytając w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że autor zatracił się w opisywaniu uczuć nastolatków. Głównie przez to, że książka ta była wypożyczona z biblioteki, musiałam szybko ją przeczytać, bo termin gonił. Wiem, mogłam odłożyć, ale trochę tej "magii" Marsdena podziałało i na mnie. Przeczytałam już  "W objęciach chłodu", ale głównie po to, by przekonać się co stanie się z moją ulubioną bohaterką - Robyn. Poczułam do niej jako do bohaterki pewien sentyment, który rzadko mi się zdarza.
Uważam, że tytuł "Jutro" doskonale pasuje do tej serii. Bo nigdy nie wiesz, co wydarzy się jutro. Zawsze, po przeczytaniu każdej strony to zdanie nagle pojawia się w moich myślach. Nieco rozczarowana po lekturze, sięgam właśnie po "Jutro 4: Przyjaciele mroku". Wciąż liczę na zmianę na lepsze!

,,Przyszłość jest... sam nie wiem, jaka jest przyszłość. To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski, ale czasem osuwa nam się ręka i kreski nie wychodzą tak, jakbyśmy chcieli."

Po dwóch częściach sagę oceniam jako przeciętną, można powiedzieć taką sobie, nieciekawą, a nawet rozczarowującą (w moim przypadku). Jednak do "przeciętności" jej daleko, co przyzna każdy czytelnik.

Moja ocena: 6.5/10

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Co przyniesie jutro?" - J.Marsden "Jutro,kiedy zaczęła się wojna"




Autor: John Marsden
Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna
Oryginalny tytuł: Tomorrow when the war began
Seria: Jutro
Data wydania: 4 kwietnia 2011
Ilość stron: 272


Jutro

Jutro, kiedy zaczęła się wojna | W pułapce nocy | W objęciach chłodu | Przyjaciele mroku | Gorączka | Cienie | Po drugiej stronie świtu




Błąkałam się po różnych blogach poświęconych książkom i natrafiłam na nią, po przeczytaniu znakomitej recenzji postanowiłam, iż zaryzykuję i kupię ją.  Pojechałam więc potem do księgarni i zaczęłam szukać, w końcu udało mi się i od razu spodobała mi się okładka. Jednak odepchnęła mnie cena w stosunku do grubości książki, więc odłożyłam i postanowiłam, że poczekam aż pojawi się w bibliotece. W końcu udało się, biblioteka kupiła całą serię i wypożyczałam ją jako pierwsza, od razu wszystkie 3 części. Byłam tak szczęśliwa, pełna optymizmu na świetną lekturę. I zaczęło się naprawdę ciekawie ...

Ellie to nastolatka, która wspólnie z paczką znajomych wybiera się na wyjazd w góry. Zamierzają odwiedzić miejsce zwane Piekłem owiane tajemnicą i licznymi opowieściami. Jak się okazuje to przepiękna okolica, gdzie młodzi ludzie mogą odetchnąć, z dala od zgiełku miasta. Otoczeni niesamowitym widokiem i ciszą spędzają przyjemnie czas we wspólnym gronie, co sprzyja zacieśnianiu przyjaźni a nawet czegoś więcej. Jednak nikt z nich nawet nie przypuszczał jak bardzo ta wyprawa odmieni ich życie i co na nich czeka po powrocie do miasta. Zmęczeni, ale i szczęśliwi wracają do swoich domów, ale już od progu czeka ich szok. Przerażająca cisza, martwe zwierzęta i … brak ludzi. Co się tu wydarzyło? Gdzie są ich rodziny?

W ciągu jednej chwili z beztroskich nastolatków muszą stać się dorosłymi ludźmi, poważnie myślącymi i planującymi kolejny ruch. Znaleźli się w sytuacji skrajnej, gdzie dobrze znany im świat legł w gruzach a nową rzeczywistość muszą stworzyć sami. Trudności we wzajemnym zaufaniu, różnice charakterów, różne spojrzenie na życie. Muszą w tym gąszczu własnego strachu i dążeń odnaleźć siebie i zadecydować co dalej.


Bohaterowie powieści są wyraźnie zarysowani i świetnie ich poznajemy. Ponadto widzimy zachodzące w nich zmiany. Ich charaktery, przyzwyczajenia i zachowanie muszą zajść radykalną przemianę, na tle niesamowitych wydarzeń. Postacie te, mimo że są w młodym wieku, przestają myśleć o rzeczach takich jak: randki, makijaż, zadania domowe czy imprezy. Staje się to im obce, jakby z innej planety. Dorośleją, biorą prawdziwą odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje oraz zaczynają być bardziej rozsądni. Mimo że niekiedy wyobraźnia nadal ich ponosi, co z reguły nie sprowadza nic dobrego, nie mają wyjścia i zaczynają myśleć całkiem racjonalnie, a ich dzieciństwo i niewinność zostają utracone bezpowrotnie. Zauważają też, że wartości takie jak przyjaźń, miłość czy empatia są bardzo ważne. Na naszych oczach grupka zwykłych dzieciaków zamienia się w dość zdyscyplinowaną grupę dojrzałych osób.

„Niesamowite uczucie. Świadomość, że za chwilę na zawsze odmienisz czyjeś życie.”


 
Miejsce, gdzie kiedyś mieszkali wydaje się im obce. Pogrążone w rozpaczy i nędzy. Ich stare domy są splądrowane i zniszczone. Zwierzęta umarły lub są tego bardzo bliskie. Nigdzie nie ma ich rodzin. Właśnie do takiego miejsca wracają nasi bohaterowie. Jednakże nie mogą tam zostać, jeżeli nie chcą zostać złapani lub co gorsza zabici. Szukając azylu, trafiają powtórnie do Piekła. Ta nazwa w ogóle nie pasuje, gdyż stało się ono zbawienne, było wręcz rajem dla zrozpaczonych przyjaciół. Ale tylko na początku. Wtedy zaczął się objawiać brak cywilizacji. Nikomu nie może starczyć odosobniony od świata obszar. Mimo że ich uratowało, staje się dla nich nie tylko zbawieniem, lecz także przekleństwem. Tęsknią za domem, ale teraz ich domem stało się Piekło.

Fabuła jest oryginalna, jednak i tu widzimy kilka schematów. Ale zauważyłam, że ich już chyba nigdzie nie da się uniknąć, więc na to przymknęłam oko. Ciekawe wydarzenie, z którymi mamy do czynienia, wciągają nas, jednak nie całkowicie. Miejscami widać także nudne momenty, które trochę zmniejszają zainteresowanie czytelnika. Mimo dość poważnych niektórych tematów, ogólnie książka jest lekka i czyta się ją całkiem szybko. Poza tym kolejne zdarzenia następują płynnie po sobie i mamy zachowaną spójność tekstu.

„Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem- piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem.” 


Wyjazd do Piekła i wreszcie powrót do rodzinnego miasta i szok ... To najbardziej mi się podobało, tak realistyczne przedstawienie miasteczka Australijskiego, które zostało odseparowane od świata i najechane (jak cały kraj) przez obcych (nie, nie takich zielonych ludków). I to był punkt zwrotny, nie będę się rozpisywać, co się dalej wydarzyło, bo po prostu nie ma to sensu, jeśli kogoś ciekawi ta seria, może poszukać w internecie, tam znajdzie mnóstwo recenzji i opisów. Momentami akcja wciągała bardzo, nie umiałam czasem przestać, mimo bólu oczu, musiałam przeczytać jeszcze te kilka stron ... Ale niestety w większości książka ta nie przypadła mi do gustu.

Wiem, teraz posypie się krytyka ze strony oddanych wielbicieli, których jest bardzo dużo, pewnie uzasadniona. Ale czegoś zabrakło po prostu, cały czas oczekiwałam tych fajerwerków, których się spodziewałam po tej książce. A po przeczytaniu cieszyłam się, że już skończyłam, odłożyłam książkę na biurko i ... nic. Żadnych przemyśleń, kompletnie nic, a praktycznie po każdej lekturze mam tak, że zadaję sobie jakieś pytania, zastanawiam się, co się stanie z bohaterami, a tu zwyczajnie odłożyłam i odeszłam, nawet nie sięgnęłam od razu po 2 część, czy coś. Ale cóż ... Z bohaterów najbardziej polubiłam chyba Robyn i główną bohaterkę, Ellie. Mimo, że na tej części się zawiodłam, z nudów sięgnęłam po 2 część, której recenzja ukarze się niebawem. Czasami zastanawiam się ( bez urazy dla fanów ), za co ta seria otrzymała tyle nagród. No fakt, przyznaję, ciekawy temat, ale wykonanie słabsze niż się tego spodziewałam.

Raz, przed sięgnięciem po 2 część, zadałam sobie kilka pytań. Co mogłabym zrobić, gdyby jutro zaczęła się wojna? Czy byłabym tak odważna jak bohaterowie tej książki? Bo nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro ...


Moja ocena: 5/10

sobota, 23 lutego 2013

"Mógł mnie uratować ktokolwiek" - M.Stiefvater "Drżenie"





Autor: Maggie Stievfater
Tytuł: Drżenie
Oryginalny tytuł: Shiver
Seria: Wilkołaki z Mercy Falls
Data wydania: maj 2011
Ilość stron: 459



Wilkołaki z Mercy Falls

Drżenie | Niepokój  | Ukojenie




Miasteczko Mercy Falls i piękne lasy. Mróz i biały puch. Zwyczajna nastolatka Grace i ...wilkołaki. Magiczna opowieść o miłości, osamotnieniu, ale także akceptacji tego, co przynosi nam los – skomplikowanej rzeczywistości. To niezwykła powieść, która urzekła mnie, oczarowała i sprawiła, że wsiąknęłam w historię bez reszty. Delektowałam się każdą stroną książki – wręcz dawkowałam sobie te magiczne chwile, czytając kilkadziesiąt stron dziennie. Rzadko mi się to zdarza, ale w przypadku tej lektury z jednej strony miałam ochotę poświęcić jej całą noc i pochłonąć ją w całości. Z drugiej jednak strony zwyciężyło pragnienie cieszenia się każdym zdaniem powieści jak najdłużej. Co takiego ma w sobie "Drżenie"?

„Drżenie” to pierwsza część trylogii o wilkołakach z Mercy Falls autorstwa Maggie Stiefvater. Na uwagę niewątpliwie zasługuje fantastyczna oprawa graficzna książki. Biel poraża – symbolizuje zimno przewijające się w powieści, i elementy czerwieni, które można odczytać jako gorące uczucie będące głównym tematem powieści.

„-Tego roku ominąłeś najgorętsze miesiące. Gdy cię postrzelono, byłeś wilkiem… A przecież nie było aż tak zimno. Ale ty byłeś wilkiem. Sam, kiedy byłeś człowiekiem w tym roku?
- Nie pamiętam – wyszeptałem.
- A co, gdybyś nie został postrzelony? Kiedy znowu stałbyś się sobą?
Zamknąłem oczy.
- Nie wiem(…)”

Przyznam szczerze, że ocenienie tej książki sprawiło mi niezmierną trudność. Na początku nie spodobał mi się sposób, w jaki wydawca pragnął zapewnić siłę przebicia "Drżeniu", czyli porównując je do sagi "Zmierzch". Uważam, że było to naprawdę zbędne, gdyż książka zachwyca sama w sobie i nie wymaga tego typu reklamy, która, co gorsze, może jedynie odstraszyć czytelnika.

Fabuła jest dobrze dopracowana, ale przez cały czas czytania, towarzyszyło mi to nieprzyjemne uczucie, że książka jest właściwie o niczym. Pomijając historię niezwykłej miłości, wprowadzanie nas do świata Sama, opisy jego codziennego życia z Grace, w zasadzie o niczym więcej nie możemy tam przeczytać. Jestem zdecydowanie fanką książek, w których co sekundę dzieje się coś nowego, nieprawdopodobnego. Wolę pozycje pełne akcji, przy których brakuje nam tchu z emocji i od których nie możemy się oderwać. "Drżenie" jest bardzo dobrym wprowadzeniem do tej historii i jeśli kolejne tomy będą obfitować w większą ilość emocjonujących zdarzeń i szybszą akcję, to naprawdę, będę miała tej powieści niewiele do zarzucenia, bo jest potrzebna - jako wprowadzenie do świata wilkołaków i zaznajomienie z nim Czytelnika. W książkę Maggie Stiefvater , można powoli się zatapiać, smakować i oddychać jej urokiem. Pomimo braku porządnej akcji, jest powieścią która wciąga od pierwszej strony i zachwyca Czytelników rozmachem i wizją wykreowanego świata. Podczas czytania,wręcz czułam jak śnieg spływa mi po włosach, a oddech zamienia się w mroźną parę.


Jak opisać można postaci w Drżeniu, czy chociażby narratorów? Na pewno nie byli płytcy. Grace miała swoje melancholijne chwile jak i te gdzieniegdzie nudzące, ale z wizerunkiem dziewczyny wychowującej sie niemalże bez rodziców, od sześciu lat zakochanej w wilku... była naprawdę bardzo ciekawą osóbką. Co do Sama za to.. nie wiem, czy jest jednym z tych chłopaków zdolnych podbić moje serce, wyciąć je i zachować dla siebie. Jeśli o mnie chodzi to był supersłodki, niby idealny chłopak, ale brakowało mi u niego tego pazura, który tak cenię u chłopaków w literaturze tego typu. Nie był na tyle mdły jak Edward, ale do Jace'a z Darów Anioła było mu daleko. Z postaci drugoplanowych najbardziej przypadła mi do gustu żywiołowa Rachel, opiekuńczy i kochający, z opisów Sama a z niewielu dialogów w książce można wywnioskować też że naprawdę przyjazny Beck oraz... Isabel. Nie mam pojęcia co urzekło mnie w tej dziewczynie. Nie była niewinna, była tak naprawdę typową barbie w loczkach z torebkowym pieskiem, ale mimo wszystko to jak bardzo próbowała pomóc Grace i Samowi naprawdę zasługuje na uznanie.

Narracja zmienia się wraz z rozdziałami tytułowanymi liczbą i imieniem narratora. Figuruje tam także temperatura, pozwalająca nam mniej więcej domyślać się, czy przemiana będzie sprawiała problem, czy nie. Nawiązując do tytułów, czcionki i estetycznej strony „Drżenia”, okładka z wilkiem i wyrazistym czerwonym parasolem przywodzi mi na myśl te prawdziwe książki, bajki dla młodzieży. Papier jest wspaniały. Brzmi to dziwnie, lecz mam nadzieję, że ci kochający czytać mnie rozumieją. Czcionka przejrzysta i umilająca czytanie. Grubość zapewnia parę godzin nieziemskiej lektury.



„Chciałbym spędzić całą zimę
z mą uroczą letnią dziewczyną.
Ale nigdy nie jestem dość ciepły
dla uroczej letniej dziewczyny”

Nie raz już w książkach pojawiały się wilkołaki czy zmiennokształtni. W „Drżeniu” pełnia one szczególną rolę, gdyż tutaj tylko do czasu mogą pozostać sobą. Od chwili ugryzienia, co rok przy niskiej temperaturze zmieniają się w zwierzęta, aż pewnej zimy zostaną nimi na zawsze. Dlatego Grece kiedy już poznała Sama nie może pozwolić mu odejść. Za wszelką cenę chce poznać go bliżej. Dzięki temu, że opowieść jest napisana z dwóch perspektyw – dziewczyny jak i chłopaka, to my możemy bardzo dużo się o nim dowiedzieć. Poznać jego przerażającą przeszłość, jak i nie zbyt udaną teraźniejszość
Maggie Stiefvater stworzyła wspaniałą, romantyczną powieść dla nastolatków, która powoduje, że czytając jej teksty na ustach spragnionego wrażeń i opisu miłości czytelnika pojawia się uśmiech. Przyznam, że sama byłam zdziwiona w jakim tempie kolejne kartki uciekały mi spod palców – 450-stronicową książkę przeczytałam w praktycznie jeden dzień, mając ochotę poznać dalszą część losów Sama i Grace.

Autorka posiada w swoim piórze ogromną lekkość, co niewątpliwie jest elementem bardzo pożądanym w utworach, stworzonych z myślą dla młodzieży. Pisarka przedstawia wydarzenia oczami głównych bohaterów, dodając zawsze, ile stopni Celsjusza występuje w danej chwili w Mercy Falss. Dialogi są dopracowane i praktycznie cały czas czułam się tak, jakbym była w środku wydarzeń, obserwując miłość, która kwitła z każdym kolejnym rozdziałem. Opis przeżyć postaci, czyli to, co wręcz ubóstwiam, również był bardzo dobry. Opowieści Sama nieraz wbijały mnie w fotel (albo w łóżko), ponieważ jego życie nie należało do najwspanialszych. Większość wilków decyduje się na rezygnację częściowego człowieczeństwa samodzielnie, natomiast on został ugryziony, mając zaledwie osiem lat. O wiele większą stabilizacją wykazała się Grace, choć również nieraz przeżyła załamanie. Dwukrotnie prawie straciła życie – najpierw w wyniku porwania przez sforę, a następnie, gdy jej ojciec pozostawił ją w zamkniętym samochodzie, gdy temperatura przewyższała 30 stopni… Do końca powieści nie było wiadomo, dlaczego Grace w wyniku ugryzienia nie przemieniała się w wilka.

„Drżenie”, to wspaniała, pełna emocji i uczuć powieść. Ani na chwilę nie potrafiłam się od niej oderwać. Jej bohaterowie stali się dla mnie naprawdę bliscy. To wspaniała książka, dla której warto poświęcić wolny czas. Jest po prostu magiczna.
Polecam osobą lubiącym czytać o miłości z domieszką paranormalności, fanom zmiennokształtnych i każdemu kto chce spędzić czas z ciekawą lekturą w jesienne i zimowe wieczory.

Moja ocena: 9/10