Tytuł: Cinder
Oryginalny tytuł: Cinder
Seria: Saga księżycowa
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 17 października 2012
Ilość stron: 440
Saga księżycowa
Cinder | Scarlet | Cress | Winter |
Dziewczyna mieszkająca z macochą i podłymi siostrami. Nie pozwalają jej iść na bal, lecz przy pomocy pewnej wróżki udaje jej się wymknąć z domu i zjawić na balu. Spotyka tam księcia i zakochuje się. Kiedy zegar wybija dwunastą czar przestaje działać. Przerażony Kopciuszek wybiega z zamku, gubiąc przy okazji bucik, który znajduje książę.
Tak mniej więcej prezentuje się historia, którą wszyscy znamy z dzieciństwa - bajka o Kopciuszku. Marissa Meyer prezentuje nam jej ulepszoną wersję, w której główna bohaterka wcale, a wcale nie jest zwykłą dziewczyną, która pozwala sobie robić krzywdę i zależy jej tylko na poznaniu przystojnego chłopaka. Poznajcie historię Cinder - cyborga, który wbrew pozorom nie chciał uczestniczyć w balu, który miał większe problemy niż to jaką sukienkę założyć, który chciał po prostu uciec i ocalić czyjeś życie, a przy okazji poznał pewnego księcia.
"Zabrały jej piękne suknie, ubrały ją w stary zszarzały fartuch, a na nogi włożyły drewniaki"

Potencjalnemu czytelnikowi (w tym także mnie na początku) wydawać się może, że ta historia będzie nudna i nijaka. Ot, kolejna książka o cudownej miłości, tyle że na bazie baśni, której zakończenie i tak wszyscy znają. Jednak, w tym przypadku, nie warto słuchać głosu rozsądku. Marissa Meyer stworzyła opowieść zainspirowaną baśnią. Kiedy teraz tak na nią patrzę, z perspektywy czasu, ma ona mało wspólnego z prawdziwym Kopciuszkiem, co oczywiście jest plusem.
W "Cinder" znajdziemy niesamowitych bohaterów, takich jak zabawna, wygadana, pragnąca zostać zaakceptowaną i odważna główna bohaterka, przystojny i inteligentny Kai, a także młodsza siostra przyrodnia Cinder - Peony, którą polubiłam już na samym początku. Również miejsce akcji jak i fakt, że bohaterka jest w jakiejś części robotem, z czym nie miałam jeszcze styczności, przypadły mi do gustu. Mamy do czynienia także z całą masą nowoczesnej technologii. Kiedy zostałam "wrzucona" w ten wir awiarów i całej reszty, na początku byłam lekko oszołomiona, ale z czasem dało się przyzwyczaić.
„- Kable nie są zaraźliwe - wymamrotała Cinder do swojej pustej butki.”
Muszę jeszcze zwrócić uwagę na to, jak bardzo autorka zmieniła moje wyobrażenia na temat Kopciuszka. Wcześniej była ona zwykłą dziewczyną, pomywaczką bez własnego zdania, którą tylko podle traktowano. Pani Meyer ukazała ją jako kompletnie inną osobę, za co należą się jej brawa. Stworzyła postać od podstaw, która jest straszliwie realna i nie odpowiada w żadnym stopniu stereotypowi.

Strasznie podobało mi się zakończenie, które nie pozwala czytelnikowi nie sięgnąć po "Scarlet". Ja już miałam przyjemność się z nią zapoznać, o czym Wam już za niedługo napiszę. Ale nie mogę doczekać się "Cress", której premiera będzie w przyszłym roku. Z pewnością będzie musiała znaleźć się na mojej półce!
"Czy istoty twojego pokroju wiedzą, czym jest miłość?"
"Cinder" jest wspaniałym rozpoczęciem serii "Kroniki Lunarów". Zapewnia czytelnikowi solidną dawkę emocji oraz akcji. Powinno znaleźć się na niej ostrzeżenie "Ta historia wciąga od pierwszej do ostatniej strony!". Kiedy tylko skończyłam ją, po prostu musiałam zabrać się za "Scarlet". Szczerze polecam wszystkim niesamowity debiut Marissy Meyer, który stał się jedną z moich ulubionych powieści. Jest idealną lekturą na "odpoczynek" od całej paranormalnej reszty.
Moja ocena: 9/10
Za zapoznanie się z historią Linh Cinder dziękuję wydawnictwu Egmont!
Hmm..Kopciuszek? Czemu nie?
OdpowiedzUsuńZawsze jako dziecko lubiałam bajkę o Kopciuszku :-).
Twoja recenzja zachęciła mnie by odnależć tę książke i ją przeczytać :-)
Zaciekawiła mnie bardzo :-)
Zapraszam do siebie :-)
Miło by mi było, jakbyś zaobserwowała mego bloga :-)
Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt :3